Hentai Tap! Kap, kap, kap, w dół… HentaiTap.com już wkrótce, więc lepiej bądź tam, żeby złapać każdą sprośną 2D cyckę, jaką ci rzucą. Nie, mówię poważnie… ci goście mają ponad 46 tysięcy stron galerii hentai! Nie wyciągnąłem tej liczby z rękawa! Nie wierzysz mi? Sprawdź sam. Cała ta strona sprawia wrażenie, jakbym właśnie został potrącony przez ciężarówkę-kuna i wrzucony do cholernego isekai, gdzie jedyne, czego ode mnie oczekują, to pieszczotliwe głaskanie mojego kutasa i obserwowanie, co sprośny japoński umysł potrafi wyczarować po latach samotności i stłumionych popędów. A do tego ta strona jest cholernie łatwa w nawigacji! Po prostu rzucają ci strony, mówią, w jakim języku są napisy, i już możesz się zabrać za głaskanie go jak żałosny mały gremlin w swoim smutnym kąciku.
Pozwólcie, że zabiorę was na szybką, nostalgiczną podróż. Moim pierwszym hentai w życiu było „Itadaki Seieki”. Wiem, że to serial animowany, a nie manga, ale i tak rozbudziło we mnie zupełnie nowe życie. Natknąłem się na to lata temu, spodziewając się jakiegoś przypadkowego kreskówkowego porno, a zamiast tego trafiłem na tę różowowłosą sukubę, która z uśmiechem wysysa facetów do cna. Nagle zwykłe porno z prawdziwymi aktorami wydawało mi się… niezbyt zabawne. Potrzebowałem tych przesadzonych min, niemożliwych ujęć, rzeczy, które mogła zapewnić tylko grafika 2D. Potem przypomniałem sobie moją anime-sympatię… Android 18! Jest coś wyjątkowego w tej blondynce typu tsundere o idealnym ciele, która zostaje całkowicie zniszczona na każdy możliwy sposób. Artyści biorą jej chłodne nastawienie i topią je w ahegao oraz nadmiarze creampie. Całe wieczory spędziłem na przeglądaniu galerii, w których jest wykorzystywana przez Goku, Trunksa, przypadkowych nieznajomych, macki, maszyny i, kurwa, Bóg wie co jeszcze w tym momencie. Chodzi o to, że już wcześniej kręciłem się po tych sprośnych okopach hentai. Zacząłem ponad dekadę temu i nadal trzymam się mocno.
Odkrywaj albo eksploduj
A teraz wyjaśnijmy, jak działa HentaiTap.com. Możesz albo pozostać na stronie głównej i przeglądać tam swoje sprośne treści, albo zachować się jak cywilizowany miłośnik 2D i zerknąć na pasek boczny po lewej stronie. Znajdziesz tam przycisk „Losowo”, który może wyświetlić wszystko – od kolesi z yakuzy wykorzystujących kelnerkę po macki rżnące przestraszoną dziewczynę ze skrzydłami w obskurnej jaskini. Jest też menu „Tagi”. To, co tu jest, to po prostu przypadkowe bzdury… głównie zbiór liter i cyfr połączonych ze sobą, które, jak sądzę, powinny przypominać nazwy użytkowników lub pseudonimy artystów? Nie do końca to rozumiem. Jest też sekcja parodii. Wiesz, czego tu szukać. Ironią tego kanału jest to, że jeśli posortujesz go według popularności, najpopularniejsza parodia nazywa się „Original”.
Całkiem głupie… ale zaraz po niej pojawiają się parodie z serii Touhou Project, hentai z Pokémonami oraz Fate Grand Order. Oczywiście po parodiach możesz przeglądać treści według twórców. Najpopularniejsi to Crimson, Ankoman i TwistedScarlett60. A jeśli chcesz zobaczyć, jak konkretna postać z anime zostaje zerżnięta, przejdź do sekcji postaci, gdzie znajdziesz takie postacie jak Nami, Chun-Li, Tifa Lockhart – wszystkie te sprośne cycki w 2D, które są wykorzystywane. I… ostatnia sekcja do przeglądania to „Grupy”. Ale z jakiegoś powodu te tak zwane „Grupy” bardziej przypominają playlisty/galerie. Trochę dziwne.
No dobra, muszę to z siebie wyrzucić: hentai z mackami jest teraz cholernie przereklamowane. Rozumiem, na czym polega jego urok. No wiesz, masz bezbronną dziewczynę, niekończące się wijące się macki, dziury wypełnione ponad miarę, klasyczne „o nie, znowu dochodzę” z miną ahegao… Kilkadziesiąt lat temu to zaspokajało pewną potrzebę. Ale od zawsze jest to ta sama, oklepana formuła. Co druga galeria wciąż stawia na macki, jakby to była jakaś rewolucja. Trzeba z tym skończyć. Wycofajcie kałamarnicowego kutasa. Widzieliśmy już wystarczająco dużo. Zróbcie miejsce dla ciekawszych pomysłów! Pokażcie mi jakieś parodie hentai oparte na Chainsmoker Cat! Zmuszajcie Yani Neko do obciągania kutasa za papierosa. Niech Nishi opowiada głupie dowcipy z dwoma palcami w górze, podczas gdy jej gruby kotki tyłek jest niszczony. Wrzućcie tam naszego ulubionego łysego właściciela mieszkania, Ootani, i wrzućcie go do gangbangu ze wszystkimi kotkami. Cholera… to gówno ma ogromny potencjał! A wy wciąż się czepiacie macków.
Popieprzony gust
Słuchajcie, mimo że każda inna sekcja HentaiTap.com ma opcję sortowania według popularności lub najnowszych pozycji, to na samej stronie głównej jej nie ma! I szczerze mówiąc, nie mogę ich za to winić! No bo jak, do cholery, ma się uszeregować 46 tysięcy stron hentai? To nie jest coś, co po prostu się robi. Ale… udało mi się znaleźć kilka mang hentai, które zapadły mi w pamięć i pomogły mi się porządnie spuścić. Zacząłem od masturbacji przy tym arcydziele zatytułowanym „Historia o tym, jak zmieniłem siostrę mojej dziewczyny w moją partnerkę seksualną”. Tak, cholernie długa nazwa. Okazuje się, że bohater ma nimfomankę za dziewczynę, z którą rucha się 24/7… czyli praktycznie cały czas. Jej siostra masturbuje się, podsłuchując ich. Cholera, nawet jej matka robi to samo! Potem siostra błaga ją, żeby się z nią podzieliła, i wiecie, do czego to zmierza. Ogólnie niezła rzecz. Potem poszedłem na całość i zakończyłem to hentai zatytułowanym „New Station”. Zmieniłem moją siostrę w futa. Oszczędzę wam szczegółów. Wystarczy, że wiecie, iż styl graficzny jest wyjątkowo kojący i seksowny. I tak, mój gust w kwestii hentai jest dość eklektyczny. Nie kwestionujcie tego!
Możecie jednak śmiało kwestionować mój gust, jeśli chodzi o PRAWDZIWĄ mangę. Nie o hentai. Słuchajcie, mój gust w mangach mocno skłania się ku seinen, pokręconym rzeczom, takim jak „Oyasumi Punpun” i „Homunculus”. Tak, to prawdziwe paliwo dla traumy. Kiedyś trzymałem się bezpiecznych szalonów typu shonen albo zwykłego hentai. Teraz szukam historii, które sprawiają, że wpatruję się w sufit, zastanawiając się, czy warto żyć, czy nie. Nieszczęśliwa spirala upadku w „Punpun” uderzyła mnie jak ciężarówka. „Homunculus” ze swoim groteskowym horrorem cielesnym i załamaniami psychicznymi zaspokoił pragnienie, o którym nie wiedziałem, że istnieje. To tak jakby… lubię mroczną stronę życia… te pokręcone rzeczy, o których typowi rodzice nie chcą rozmawiać, a oglądanie ich w artystycznej oprawie, czarno-białych kadrów i postaci, z którymi można się utożsamiać, ale które jednocześnie budzą wstręt, budzi we mnie jakieś dziwne zainteresowanie. To prawie jak fetysz. Cholera, skoro już o tym mowa, muszę wspomnieć o „21st Century Boys”! Przeczytałem całość na jednym tchu, będąc w stanie zamroczenia spowodowanego brakiem snu, i pozostawiło to na mnie niezatarte wrażenie. Nie chcę wam zdradzać żadnych szczegółów, na wypadek gdybyście zdecydowali się to przeczytać, więc na tym zakończę.
Zamiast tego przeczytaj mangę hentai
Tego samego rodzaju pokręcone rzeczy można znaleźć na HentaiTap.com, to na pewno… O ile oczywiście macie ochotę ich poszukać. Słuchajcie, kiedy wyruszacie na poszukiwanie nowych hentai, albo znacie już swoich twórców i macie swoje preferencje, albo po prostu zagłębicie się w zawartość strony głównej. Żadna z tych opcji nie rozczarowuje.
Świetnie się bawiłem, po prostu przewijając tutaj tytuły, a fakt, że strona obsługuje tłumaczenia na wiele języków dla każdej serii, z wyraźnymi oznaczeniami, w jakim języku jest dana seria, sprawia, że jest ona jeszcze bardziej atrakcyjna. To dosłownie jedyne rzeczy, których potrzebujesz… wszystko inne przychodzi samo, gdy angażujesz się w fabułę z wyjętym kutasem.
Poza tym chcę założyć własny kanał humorystyczny poświęcony mandze. Po prostu ja, opowiadający zabawnym tonem o tych popieprzonych rzeczach, które przeczytałem – dokładnie tak, jak robię to w tych recenzjach. Siedziałbym tam, analizując fabułę z motywem futa z siostrą albo najnowszą spiralę traumy Punpuna, korzystając z małych animowanych chibi i mojej rudowłosej maskotki, która byłaby mocno ocenzurowana, bo wytyczne YouTube’a jasno mówią, co o mnie sądzą. Słuchajcie, wszyscy w końcu umrzemy. Więc zamiast tego po prostu przejrzyjmy hentai. Poważne plany, przyszłe cele, starannie budowane kariery… Nic z tego nie przetrwa śmierci cieplnej wszechświata ani ciężarówki-kuna, która może nas jutro potrącić i przenieść do świata isekai z boginią, która będzie się z nas śmiać. Mógłbym spędzić miesiące, stresując się kątami ujęć i miniaturkami na kanał z mangą, albo mógłbym po prostu otworzyć teraz kolejną kartę i stracić trzy godziny na jakieś sprośne arcydzieło 2D z obsługą wielu języków.