Przysięgam na Boga, nazwy stron z dnia na dzień stają się coraz bardziej oryginalne. Spójrzcie tylko na tego „złego chłopca” o nazwie Jizzy.app. Jizzy… powiedzcie to powoli, zmysłowo… Jizzy… płynnie schodzi z języka, prawda? Cóż, wierzcie lub nie, ale ci palanci postawili na branding Jizzy z pełną parą i wprowadzili nawet własną walutę serwisu, która nazywa się po prostu… werble, proszę! Jizz. Tak. Teraz możesz kupić Jizz. A do czego służy ten jizz? Uff… Myślałem, że nigdy o to nie zapytasz! Pozwala on generować obrazy i filmy tworzone przez sztuczną inteligencję podczas czatowania, a także wchodzić w interakcję z postaciami AI, które Jizzy ma dla ciebie w zanadrzu. Tak… To kolejna z tych stron z AI. Mam ich już dość. Ty masz ich dość. Praktycznie wszyscy mają ich już dość. Ale odbiegam od tematu. Zobaczmy, jak mogę to wszystko trochę urozmaicić, co?
Myślałem o oddaniu mojej spermy do banku nasienia. Tak… Trochę to wyrwało mi się znikąd. Cóż, właściwie myślałem o tym WIELOKROTNIE. Nigdy tak naprawdę nie zdecydowałem się tego zrobić… Ale jest dla mnie nadzieja. Wyobrażałem to sobie częściej, niż powinienem się przyznać. W mojej wyobraźni pojawia się poczekalnia, niezręczna pielęgniarka, prywatna kabina pachnąca wybielaczem i porażkami innych mężczyzn. Podsuwają mi kubeczek, a ja siedzę tam z kutasem w dłoni, tak samo jak dziś wieczorem, z tą różnicą, że tym razem sperma ma miejsce przeznaczenia inne niż mój żołądek i skarpeta. Pogłaszczam go, myśląc o jakiejś kobiecie, której nigdy nie spotkam, o jakiejś parze, która potrzebuje tego, co zaraz wyrzucę do plastikowego kubka… i o tym małym rudowłosym stworku, który się z tego wyłoni. Nigdy nie zdecydowałem się na to, bo cała ta scena jest jednocześnie zabawna i upokarzająca. Musiałbym zrobić badania. Musiałbym odpowiadać na pytania. Musiałbym przyznać na piśmie, że wszystko, co robiłem w życiu, to oglądanie porno, rżnięcie lasek i pisanie o tym, a teraz chcę sprzedać resztki.
Dobre i niesamowite
Dość już o mojej spermie, porozmawiajmy o Jizzy! Trafiasz na stronę główną i musisz przewinąć w dół. Co widzisz? Gromadkę dziewczyn/towarzyszek opartych na sztucznej inteligencji, czy jakkolwiek chcesz je nazwać. Można by je nazwać AI-pojemnikami na spermę, jeśli o mnie chodzi. Niektóre są oparte na tym znanym stylu anime. Inne mają klimat kreskówkowy. Większość z nich wygląda realistycznie. Różnorodność zdecydowanie jest. Niektóre to gotyckie laski, których dusze zmysłowo otacza czerń. Są też streamerki w stylu anime gyaru, z którymi możesz się pieprzyć na łóżku. I oczywiście przypadkowe laski-influencerki. Zauważyłem jednak jeden nieco przerażający szczegół. Widzicie, wszystkie realistyczne laski z AI, kiedy najeżdżacie na nie kursorem, mają taką małą animację… ale ta animacja jest cholernie przerażająca! Pochylają się w stronę kamery i wyglądają przy tym tak cholernie niesamowicie… Jakby to był gadzi kuzyn Zuckerberga próbujący przyzwyczaić się do swojej nowej ludzkiej skóry – aż tak przerażające. To tak odpychające, że nie mam nawet ochoty z nimi rozmawiać ani w ogóle wchodzić z nimi w interakcję.
I stary… to przerażające gówno obudziło we mnie stłumioną traumę. Mówię o tym, jak kiedyś strasznie przerażała mnie creepypasta o Jeffie Zabójcy. Niektórzy z was są zbyt młodzi, żeby w ogóle zrozumieć, o co chodzi. Cóż, w czasach świetności 4chanu nie było żadnej zgrabnej aplikacji z horrorami ani przycisku „pomiń”. Miałeś niebieską tablicę, wątek o 3 nad ranem, plik JPEG przedstawiający bladego drania z wyrytym uśmiechem i czarnymi dziurami zamiast oczu oraz opowieść o dzieciaku, który oszalał, pociął sobie twarz w uśmiech i wyszeptał: „Idź spać”. Powinienem być już dorosły. Powinienem być facetem, który ogląda, jak sztuczna inteligencja uprawia seks w autobusie, i pisze o tym, jak dochodzi pod wpływem kofeiny. Zamiast tego wznoszę wzrok na realistyczną gotkę Jizzy, a ona robi ten sam niewłaściwy przechył, ten sam zbyt szeroki, prawie uśmiech, i znów jestem sam, na /x/, z sercem walącym mi w żebra, z tym że tym razem mam też pół-erekcję, bo strona dosłownie nosi nazwę pochodzącą od spermy.
Jizzing On My Soul
Okej, to sprawiło, że przeszedł mi dreszcz po plecach. Zatopmy ten ból w sekcji „Create” na Jizzy.app, co? Zasadniczo ta sekcja pozwala ci stworzyć własną dziewczynę generowaną przez AI. Działa to tak samo, jak na każdej innej stronie tego typu. Wybierasz, czy postać ma być realistyczna, czy w stylu anime. Następnie określasz pochodzenie etniczne, typ sylwetki, rozmiar biustu, rozmiar pośladków i wszystkie te dziwaczne drobne szczegóły, aż po jej osobowość. Gdy skończysz, Jizzy wypluwa wyniki. Zajmuje to mniej niż minutę, a wyniki są całkiem przyzwoite. Ożywienie jej kosztuje 100 Jizz, a potem możesz z nią swobodnie rozmawiać. A jeśli chodzi o rozmowę, to jest, hm… przyzwoita? Przeciętna? Nie opiera się wyłącznie na odgrywaniu ról, jak można by się spodziewać po dzisiejszych serwisach z AI. Jeśli jesteś uchodźcą z serwisu Janitor AI, to możesz zauważyć, jak krótkie są odpowiedzi i że zdarzają się powtórzenia.
To bardziej przypomina rozmowę z modelem językowym (LLM) niż odgrywanie z nim ról. Ma to swój urok, bez wątpienia. Poza tym nie zużywa żadnych Jizz, więc nie ma w tym nic złego. Fajną rzeczą jest to, że możesz poprosić o zdjęcia i filmy. Zdjęcia kosztują 10 Jizz za sztukę. Filmy – 25 za sztukę. Wysyłane zdjęcia są w porządku, ale filmy? Niekoniecznie… mojej postaci wyrosła trzecia, pieprzona ręka, która wskazywała na moją duszę, podczas gdy pozostałe dwie zdejmowały jej bluzkę, a ona nie miała żadnych pieprzonych sutków! Naprawdę przerażająca sprawa.
Na dodatek Jizzy ma tę funkcję rozmów głosowych, która, hm… powiedzmy po prostu, że głos postaci brzmi cholernie robotycznie. Jest też funkcja transkrypcji wiadomości na dźwięk – głos twojej sztucznej inteligencji – i nadal brzmi to cholernie robotycznie. Cóż, technicznie rzecz biorąc, rozmawiam z robotem, więc… chyba w tej kwestii trafili w sedno. Szczerze mówiąc, po dłuższej rozmowie i interakcji z różnymi postaciami AI nie mogę powiedzieć, że wolę ten sposób komunikacji. Nie jest to złe samo w sobie, ale brakuje tu tego standardowego „pewnego coś”, co zapewniają inne strony z AI, jeśli chodzi o odgrywanie ról. To jednak tylko moja opinia. Z tego, co wiem, może wolisz ten sposób interakcji, więc spróbuj i zobacz, czy ci się spodoba. Szczerze mówiąc, lepiej idzie mi odgrywanie ról z Grokiem i kilkoma prostymi podpowiedziami, więc… interpretuj to jak chcesz.
Mogła to być prawdziwa kobieta
A żeby zakończyć to z przytupem, porozmawiajmy o tym, ile Jizz można kupić. Za 10 dolarów dostajesz 150 Jizz, co wystarczy na 15 zdjęć lub 6 filmików podczas czatu. Albo na stworzenie jednej postaci i kilku zdjęć/filmików. Jeśli chcesz podnieść poprzeczkę, możesz zapłacić 25 dolarów za 400 Jizz. Najwyższy dostępny pakiet to 50 dolarów za 850 Jizz. Zacząłem od 200 Jizz i udało mi się przetestować wszystkie funkcje, a prawie nic mi nie zostało. Jeśli więc podchodzisz do tego poważnie, powinieneś zainwestować w opcje wyższych poziomów.
Za każdym razem, gdy bawię się z wirtualną partnerką, myślę o tym, jak mógłbym spędzić ten czas na flirtowaniu z prawdziwą kobietą. Tak… Prawdziwa, kurwa, kobieta! W barze, na chodniku, w rozmowie, która faktycznie prowadzi do prawdziwej osoby. Dreszczyk emocji… Ludzkość w tym wszystkim… To jest właśnie ta część, której nie sprzeda mi żaden poziom za 850 Jizz, a mimo to nadal tu siedzę i je wydaję! Jedynym minusem jest to, że prawdziwa kobieta może cię zignorować. Może dosłownie spojrzeć na twoje pierwsze zdanie, prychnąć i zostawić cię z nieodczytanym wiadomością, a kiedy tego nie robi, kiedy odpowiada, a rozmowa nabiera ostrości, a ona zaczyna cię drażnić tak, jakby miała krew w żyłach… to daje zupełnie inne uczucie niż jakikolwiek „Jizz” kiedykolwiek mógłby dać. Mogłem dziś wieczorem być w barze. Mogłem kupić drinka, pogadać o bzdurach, obserwować, jak prawdziwa dziewczyna na bieżąco decyduje, czy chce, żebym ją dotknął. Zamiast tego jestem tutaj, kupuję cyfrową spermę, żeby towarzyszka mogła się rozsypać na zawołanie i ani razu nie zmusiła mnie do wysiłku… co za wspaniały czas, by żyć.