Czas odzyskać swoją prywatność dzięki AIVpn.space… no cóż, już wiesz, jak to jest z tym marketingowym bełkotem. Cóż, jak można wywnioskować z nazwy, głównym atutem tego produktu jest to, że działa w oparciu o sztuczną inteligencję. Tak… usługa VPN oparta na sztucznej inteligencji. No więc… co dokładnie jest oparte na sztucznej inteligencji? Cóż, na stronie internetowej napisano, że sztuczna inteligencja automatycznie wybiera serwer najlepiej odpowiadający Twoim potrzebom. Innymi słowy, zawsze otrzymujesz najbardziej stabilne i bezpieczne połączenie bez konieczności ręcznego wyboru. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale czyż praktycznie każda usługa VPN na rynku nie łączy cię automatycznie z najlepszym serwerem? I nie wykorzystują do tego mocy sztucznej inteligencji. No cóż, nieważne… o ile tylko jesteśmy bezpieczni, prawda?
W tym tempie wkrótce będziemy mieli chleb zoptymalizowany przez sztuczną inteligencję, mleko zoptymalizowane przez sztuczną inteligencję, toalety zoptymalizowane przez sztuczną inteligencję, które analizują twoje odchody i wycierają ci tyłek… co to ma być, do diabła?! Już teraz nie ufam pomysłowi przekazywania moich nawyków przeglądania sieci systemowi, który jest zbudowany tak, by zapamiętywać wszystko, co mu wrzucę. Sztuczna inteligencja nie kojarzy mi się z prywatnością i bezpieczeństwem… Krzyczy raczej: „Będę prowadzić perfekcyjny rejestr każdej odwiedzanej przez ciebie strony i każdego wyszukiwania, na wypadek gdyby model potrzebował później więcej danych szkoleniowych”. Ta sama technologia, która nie potrafi policzyć liter „R” w słowie „strawberry”, ma teraz być strażnikiem mojej anonimowości? Wolałbym sam wybrać serwer, niż przekazać cały mój cyfrowy ślad maszynie, która nigdy nie zapomina. No bo serio… to się nie zgadza. Ale hej, nie zamierzam krytykować AIVpn.space, zanim sam tego nie wypróbuję. A więc zabierajmy się do rzeczy.
Przystępne cenowo plany długoterminowe
Oto jak to tutaj działa. Jeśli chcesz przetestować AIVpn, musisz założyć konto, a wtedy otrzymasz dwie godziny dostępu. Nie dwie godziny dziennie. Nie dwie godziny miesięcznie. Po prostu dwie godziny jednorazowo. Potem, aby dalej korzystać z usługi, musisz wykupić miesięczny abonament. Do wyboru są trzy opcje płatności: miesięczna subskrypcja, która kosztuje 9,99 USD i oferuje nieograniczoną przepustowość oraz wszystkie te dodatki. Albo plan sześciomiesięczny, który kosztuje 41,94 USD, czyli 6,99 USD miesięcznie. W ramach tego planu otrzymujesz pewne zaawansowane funkcje prywatności, które… nie są nigdzie dokładnie opisane. Jest też plan roczny, który kosztuje 47,88 $, czyli 3,99 $ miesięcznie.
Ten plan zapewnia nieograniczony dostęp do wszystkiego i, szczerze mówiąc… sprawia, że jest on w jakiś sposób bardziej opłacalny niż plan sześciomiesięczny? W końcu kosztuje tylko około sześciu dolarów więcej, a daje dodatkowe sześć miesięcy. Ogólnie rzecz biorąc, jeśli chodzi o ceny, w porównaniu z konkurencją… jest to nieco bardziej przystępna opcja. Nie potrafię jednak stwierdzić, czy jest bardziej niezawodna lub wydajna. Chodzi przecież o to, żeby uzyskać maksymalną prędkość i wydajność przy jednoczesnym zachowaniu prywatności, prawda? Może chcesz przeglądać treści na Pornhubie z innych krajów, co z pewnością możesz zrobić przy użyciu dowolnej sieci VPN. Plusem jest to, że AIVpn zapewnia całodobową pomoc techniczną, funkcję split tunneling, ustawienia systemowe i całą tę techniczną terminologię. Poza tym jednak ta usługa nie wyróżnia się niczym szczególnym.
Korzystam z VPN od lat i czasami naprawdę się przydaje. Ale szczerze mówiąc… nie zauważam aż tak dużej różnicy. Nawet biorąc pod uwagę liczbę stron, które codziennie odwiedzam w ramach recenzji… Przełączam się na Niemcy i nagle polecane treści są pełne różnych piersi, pokrytych lateksem i spoconych berlińskich klubów. Przeskakuję do Japonii, a ta sama strona główna zaczyna mi pokazywać zupełnie nowy zestaw krągłości i ujęć kamery, głównie szczupłe laski w strojach uczennic. Chodzi o to, że: treść się zmienia, miniaturki się zmieniają, cały klimat strony się zmienia, a jednak rzeczywista prędkość i wrażenia z przeglądania pozostają niemal identyczne jak wtedy, gdy byłem podłączony do mojego domowego serwera. Mimo to przez większość dni jedyną prawdziwą różnicą, jaką dostrzegam, jest to, cycki z jakiego kraju algorytm zdecyduje się mi najpierw pokazać. A więc po raz kolejny… Jaki jest sens wdrażania sztucznej inteligencji do usługi VPN? Po prostu tego nie rozumiem. Czy zapewnia to jakieś radykalne zmiany? Czy to coś rozwiązuje? A może to tylko kolejny chwyt marketingowy?
Działa jak zwykła sieć VPN
W końcu przetestowałem to rozwiązanie i powiem wam… Działa jak zwykła sieć VPN. Czego się spodziewaliście? Jakiegoś ukrytego zakończenia? A może tajnych przycisków? Nie… to po prostu VPN, który łączy was z najbliższym serwerem. I uwaga. AIVpn to rozszerzenie do przeglądarki Chrome! Zgadza się. Nie musisz pobierać tego na swój komputer. Działa po prostu w przeglądarce, jak grzeczny chłopczyk pod palcem dominującej mamusi. Możesz ręcznie wybrać lokalizację. Jest mnóstwo obsługiwanych lokalizacji, takich jak Niemcy, Kanada, USA, Singapur, Wielka Brytania itp. Ale… nie obejmuje to WIĘKSZOŚCI regionów. Jest też lista serwerów VPN, które wkrótce będą dostępne w takich krajach jak Albania, Austria, Belgia itp. No cóż, jak na to, czym jest… spełnia swoje zadanie. Przetestowałem to i rzeczywiście, moja lokalizacja została natychmiast zmieniona. Oczywiście wraz z adresem IP. A teraz… do czego to się przydaje poza ochroną prywatności? Cóż, jedną z ich największych zalet jest to, że pozwala korzystać z Telegrama w krajach, w których nie jest on obsługiwany. Nie mam pojęcia, bo Telegram jest dostępny w moim kraju, więc tyle w tej kwestii.
Oczywiście zmieniło to moje wyniki wyszukiwania na lokalizacje, między którymi przełączałem się, i… to tyle. Szczerze mówiąc, nie mogę tu wygadywać bzdur! To jest VPN. Działa. Czego jeszcze można od niego oczekiwać? Po trzydziestu minutach użytkowania zauważyłem, że działa stabilnie. Połączenie nie zostało przerwane. Żadnych z tych bzdur, które nękają gorsze sieci VPN. Czuję się, jakbym stał się jednym z tych youtuberów, którzy irytują was reklamami Surfshark VPN. Ale słuchajcie, bezpieczeństwo traktuję BARDZO Poważnie… Nadal włączam VPN za każdym razem, gdy otwieram nową kartę pełną nieprzyzwoitości, bo na samą myśl o jakimś przypadkowym logu leżącym gdzieś z moim prawdziwym adresem IP obok długiej listy filmików z piersiami w hidżabach i scenami z sauny, mam gęsią skórkę. W końcu to wszystko nie ma znaczenia! Wszyscy umrzemy, niezależnie od tego, czy pakiety są zaszyfrowane, czy latają nago po internecie. VPN nie uratuje mnie przed otchłanią. Po prostu pozwala mi dotrzeć tam z nieco czystszym śladem cyfrowym i stroną z cyckami polecaną w innym kraju.
Cykl nigdy się nie kończy
Czy więc AIVpn zastąpi zwykłą sieć VPN, z której korzystam na co dzień? Niestety, prawdopodobnie nie! Głównie dlatego, że moja subskrypcja na moją ulubioną sieć VPN właśnie się kończy, a ta świetnie spełnia swoje zadanie.
AIVpn też spełnia swoje zadanie i jest nieco tańsze, jeśli planujesz zdecydować się na opcję półroczną lub roczną. Jednak… wolę mieć VPN zainstalowany lokalnie na moim komputerze. Nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać! Ten programik działa wyłącznie jako rozszerzenie przeglądarki. A co, jeśli zdecyduję się korzystać z przeglądarki, która nie obsługuje rozszerzeń? A co z użytkownikami komputerów Mac, którzy przeglądają strony w Safari? Jasne… obsługuje inne silniki przeglądarek, ale to za mało! Potrzebujemy lokalnej, samodzielnej wersji! Takiej, która szyfruje dane niezależnie od tego, jakiej przeglądarki używasz!
Pieprzyć to! Życie to bezsensowny cykl pracy i jeszcze więcej pracy. Nie ma w tym nic pouczającego. Może to wpływ tych wszystkich pokręconych mang seinen, które czytam… ale już sam nie wiem… Czy ktokolwiek to w ogóle czyta? Prawdopodobnie… dwie osoby? Nadal codziennie uruchamiam VPN, bo to jedyna mała rzecz, która daje mi poczucie kontroli w rutynie, która w przeciwnym razie po prostu powtarza się, aż organizm się podda. Chroni dane, mimo że moja tożsamość jest już publiczna, a rząd ma wszystkie szczegóły, jakich tylko mógłby zapragnąć. Szyfrowanie nie powstrzyma pustki i nie sprawi, że następna recenzja będzie miała większe znaczenie.