Tak, to istnieje. Tak, są na ten temat filmy porno. I tak… właśnie oglądam hentai oparte na jednym z moich ulubionych seriali anime z 2026 roku i mam ochotę rozbić klawiaturę i pogrążyć się w haniebnej otchłani rozpaczy. No bo… po co brać najprzyjemniejsze anime typu „slice of life”, jakie trafiło na rynek, i zamieniać je w coś obrzydliwego? Po co brać „Palenie za supermarketem z tobą” i robić z tego parodię hentai pod tytułem „Seks za supermarketem z tobą”? DLACZEGO?! Teraz jest to dla mnie na zawsze zepsute! Teraz widziałem Yamadę nago i zerżniętą, i nigdy nie będę mógł tego sobie wybaczyć… ale to właśnie efekt Zasady 34. Jeśli coś istnieje, to jest na to porno. Ty to wiesz. Ja to wiem. Wszyscy to wiedzą. Mimo to… nie mogę po prostu pogodzić się z faktem, że te niewinne laski stają się niegrzeczne… ale przecież na to się tutaj piszemy, prawda?
Z drugiej strony naprawdę spędzam niezdrową ilość czasu na oglądaniu anime i czytaniu mangi, a ta zasadzka w postaci Zasady 34 to tylko dowód na to, że kompletnie oszalałem. Wiesz, że jest źle, kiedy odmawiam weekendowych spotkań z kumplami tylko po to, żeby siedzieć w domu i wpatrywać się w dwuwymiarowe światy fantazji na Crunchyrollu. Więc tak… tak wygląda teraz moje życie towarzyskie. Manga ułożona w stos na szafce nocnej. Karty z scanlationami, które, przysięgam, nadrobię. Autoodtwarzanie na Crunchyrollu wciąga mnie w kolejny sezon, podczas gdy mój telefon wibruje z wiadomością „przyjedziesz czy co?”. A ja wyciszam go, jakby prawdziwy świat był wyskakującą reklamą. A pomiędzy tym wszystkim robi mi się podnieca… a kiedy mi się robi podnieca, ląduję na stronie takiej jak Rule34s.com, a każde anime, które obejrzałem, zostaje zepsute ogromną perwersją. To jak oglądanie osoby, którą znałeś w gimnazjum, a która na studiach zakłada konto na OnlyFans… bardzo dziwne uczucie.
Te popularne i te dziwne
No cóż, przez chwilę wyrzuciłem to z siebie. Wróćmy teraz do Rule34s.com, bo inaczej mogę dalej wygadywać bzdury. Oczywiście Rule34s to bardziej serwis z porno niż prawdziwa, chaotyczna sieć Rule34, co oznacza, że mają stronę z trendami, nowościami, najlepiej ocenianymi treściami, kategoriami, playlistami – wszystko, co trzeba. Ale to, co mnie najbardziej intryguje, to popularne kategorie. To nie tyle konkurs popularności, co raczej sprawdzanie, która kategoria ma najwięcej sprośnych treści. Obecnie na czele znajduje się „Iwara”, a ci z was, którzy nie wiedzą, co to jest, powinni trochę więcej poszukać w internecie. Jest też kategoria „Koikatsu”, która może odnosić się albo do gry, w której każdy zamknięty w domu NEET uwielbia tworzyć postacie z anime, a potem odgrywać z nimi sceny erotyczne, albo… może po prostu oznaczać poszukiwanie miłości. Ale rzecz w tym… że większość tych kategorii wymienia się między sobą klipami, więc o ile nie zagłębiasz się w coś dziwnie specyficznego, jak kategoria „Indie Virtual YouTuber”, będziesz oglądać w większości te same klipy. Cóż, tak czy inaczej… Jest tu mnóstwo klipów hentai, więc rzuć okiem… przewiń trochę, zobacz, co sprawi, że staniesz w gotowości.
Nie jestem przyzwyczajony do uprzejmości Rule34s.com. Widzisz… Jestem przyzwyczajony do oryginalnego Rule 34. Tego brzydkiego, błogosławionego i przeklętego ogłoszenia pełnego nieprzyzwoitości, gdzie tło ma kolor radioaktywnej żaby, a zawartość to tsunami bez ratownika. Tam się nie zagląda. Wpadacie tam. Topicie się. To po prostu zupa tagów… Dziesięć tysięcy wyników dla postaci, która mrugnęła raz w siódmym odcinku. Strony szkiców, renderingów, animacji, kolaży, a potem pojawiają się rzeczy, które sprawiają, że moczycie spodnie i żałujecie, że się urodziliście. Mówię o potwornościach, które nie są przeznaczone dla ludzkich oczu. Nie o uroczych hentai. Nie o parodiach, w których Yamada zostaje zerżnięta. Mam na myśli najgłębsze zakamarki forum. Posty, które sprawiają wrażenie, jakby ktoś otworzył drzwi za internetem i wypuścił na wolność mokre, niepokojące stwory. Dosłownie znalazłem macki z CV. Anatomia, która zerwała z biologią. Fuzje, które nigdy nie powinny istnieć, a jednak ktoś je wyczarował. Postacie wygięte w kształty, które powinny być opatrzone egzorcystą i jeziorem święconej wody. Na szczęście… tego rodzaju gówno rzadko się pojawia na Rule34s.com i cieszę się z tego.
Kutas za fajkę?
Prawdziwe hentai pojawiające się na Rule34s.com jest całkiem fajne. Mam na myśli
to, że twoje ulubione waifu są rżnięte przez grubego kutasa w hentai teledyskach. Są też przypadkowe parodie anime, w których Luffy rżnie Hinatę, bo miał na to ochotę. Ale większość materiałów to 3D. Grzeczne, niewielkie rendery znanych animacji, odtwarzane w pętli. Różnią się jedynie postaciami, które zostały zastąpione twoją ukochaną waifu. Oczywiście nie brakuje też perełek w 2D – materiałów, w których prawdziwy animator usiadł i ręcznie stworzył hentai-parodię twojego ulubionego anime. I jak już wspomniałem, jeśli zagłębisz się w to na poważnie, odkryjesz takie rzeczy jak dziewczyny 2D rżnięte w gardło przez demony, przypadkowe gangbangi z boginiami z isekai, a nawet postacie własnego pomysłu (OC) poddawane sprośnym praktykom, bo jakiś zboczeniec uznał, że pikselowa cipka zasługuje na szczególną uwagę. Do diabła, same playlisty to czyste złoto! Nie ma ich wiele, ale niektórzy użytkownicy stworzyli dedykowane playlisty z hentai do „Nier: Automata”, sesjami „drillingu” z „Genshin Impact” i jakimś gównem z „Honkai”. A mój osobisty faworyt? Hentai z kotem The Chainsmokers! Yani Neko ujeżdżająca kutasa w zamian za fajkę? Jest tutaj. I hm… no cóż, tylko Yani Neko, a nie cała obsada… ale czekam na nowe materiały.
Wciąż wydaje mi się nie w porządku, gdy oglądam, jak moje 2D waifu są rżnięte. Nie zrozumcie mnie źle: uwielbiam porno. Żyję porno! Oglądam, jak demon rżnie w gardło pikselową dziewczynę i nazywam to wtorkiem. To nie jest problem… Problemem jest świętość! Te boginie nigdy nie miały klęczeć z grubym kutasem, który zmienia kształt twarzy, którą traktowałem jak przedmiot pocieszenia. Yani Neko ujeżdżająca kutasa za papierosa – tego się spodziewałem, jasne… Potem przewijam dalej i trafiam na hentai „Sakamoto Days”. Serio? Aoi miała zaledwie dwie minuty czasu ekranowego. Pojawiła się, istniała, może coś powiedziała, może na kogoś spojrzała – i to wystarczyło, by internet ją rozebrał, rozłożył na łopatki i urządził grupówkę z postacią, która ledwo zdążyła stać się osobą. Och, ale to jeszcze nie jest najgorsze! Niektórzy zadali sobie nawet trud, by animować awatary z Robloxu, które są rżnięte! No... wy ludzie jesteście szaleni! Osobiście chciałbym usiąść z osobą, która zrobiła to gówno, i trochę jej wypytać. Może ma kilka śrubek luźnych, które wymagają specjalnych leków, bo terapia tego gówna nie naprawi.
Ukryte motywy
Mimo wszystko
Rule34s.com jest tak samo wspaniałe, jak chaotyczne. Jasne, jest tu trochę przeklętych rzeczy i tego można się spodziewać. Ale… jest tu też społeczność! Wierzcie lub nie, ale naprawdę możecie stać się jej częścią, zakładając konto i wrzucając własne hentai. Albo możecie się masturbować przy filmikach, zostawiać komentarze, pobierać je, dodawać do zakładek – wiecie, o co chodzi. Jak zawsze, wizyta na tej stronie sprawiła mi przyjemność i na pewno tu wrócę po więcej. Znalezienie (dobrych) parodii hentai jest i tak wystarczająco trudne, a Rule34s.com spełnia oczekiwania.
Idę teraz obejrzeć prawdziwe anime. No cóż, oczywiście z ukrytymi motywami. Nie zamierzam oglądać jakichś „zdrowych” bzdur, jak porządny weeb, który chce tylko fabuły, sakugi i niewinnego, małego zauroczenia. Zamierzam zanurzyć się po uszy w „Rosario + Vampire”. Serial tak przepełniony fanserwisem, że równie dobrze mógłby być dostarczany z darmowym pudełkiem chusteczek i ostrzeżeniem, że wrócisz na Rule34s.com jeszcze przed napisami końcowymi drugiego odcinka. Wchodzę do tej szkoły pełnej dziewczyn-potworów z erekcją, podczas gdy wewnętrzna Moka zamienia powietrze w seks, Kurumu próbuje wyssać duszę przez pocałunek, a Mizore materializuje się w wannach jak mokry duch z pewnym hobby… a potem wrócę na Rule34s.com, żeby dokończyć robotę. Założę się, że i tak większość z was właśnie to robi! I hej… nie jestem sędzią.